• Wpisów: 11
  • Średnio co: 163 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 21:39
  • Licznik odwiedzin: 4 572 / 1965 dni
 
more.than.this
 
dzisiaj mam imagina od Gabrieli mam nadzieję że się spodoba ;)
+ piosenka :

________________________________________________________________
. Do Los Angeles, przyjechałam, aby zrobić karierę, mając zaledwie 18 lat. Chciałam zostać modelką. Pewnego razu, wybrałam się na kawę. Szłam sobie prosto, rozmawiając z koleżanką przez telefon. Jest naprawdę bardzo fajna. Rozmowę już musiałam jednak zakończyć, bo zbliżałam się do sklepu. Kiedy podeszłam do drzwi kawiarni, akurat musiałam coś sprawdzić w telefonie i nagle kubek gorącej kawy wylądował na mojej koszulce.
- Ooooh - prawie zaczęłam piszczeć, strasznie pażyło.
- Ooj, przepraszam, nie zauważyłem cię, jejku tak strasznie przepraszam, nic ci nie jest ? - chłopak patrzył mi prosto w oczy, i wcale nie zamierzał oderwać ode mnie wzroku
- Haha, nie, raczej nie, trochę parzy, ale przynajmniej, nie musze już kupować kawy. - uśmiechnęłam się, jego twarz wydawała mi się znajoma
Chłopak wziął szybko serwetkę i zaczął mnie wycierać, troszkę to było krępujące, bo kawa rozlała się prawie na całej bluzce i chłopak wcale się nie powstrzymywał od wycierania biustu.
- Nie, nie trzeba, nic się nie dzieje, bluzka się przecież wypierze, spokojnie- odpowiedziałam na jego zachowanie, wydawał się troszkę zdenerwowany.
Złapałam jego dłoń i wyjęłam z niej zamoczoną kawą szmatkę. Spojrzał na mnie i zbliżył się nieco. Był naprawdę bardzo uroczy.
- To może.... mogę ci to jakoś wynagrodzić? - Zapytał z błyskiem w tych zielonkawych oczkach.
- Yym... jeżeli tak bardzo chcesz, przyjechałam tu niedawno i właściwie nie znam okolicy, więc jeśli masz czas i ochotę to z miłą chęcią się z tobą przespaceruję.
- Niee ma sprawy.- nie tracił uśmieszku z twarzy.
- To będę musiała się przebrać, moje mieszkanie jest nie daleko, więc chodź ze mną, to zajmie tylko kilka minutek.
- Nie ma sprawy!- powiedział bez zastanowienia. A mogę wiedzieć jak się nazywasz?
- Jestem Gabriela, a ty ? - nie skojarzyłam faktów.
- Hahaha, no nie wierze, jestem Harry Styles- zaczął się ze mnie śmiać - no to chodźmy, głuptasku- złapał mnie za rękę i wyprowadził ze sklepu
Zaczerwieniłam się trochę i powiedziałam: "Oups, przepraszam, wiesz to chyba przez nadmiar kofeiny".
- Nic nie szkodzi, fajnie jak dziewczyna nie krzyczy mi prosto w twarz.
Szliśmy razem. Każdy na nas zerkał, a gdy zobaczyłam jego fanki, myślałam, że skoczą mi zaraz do gardła, dlaczego? Bo trzymał mnie za rękę i nawet kiedy chciałam nie dałam rady wyrwać jej z ucisku Harrego. Czuł się bardzo swobodnie, tak jakby nie przejął się tym, że prowadzi jakąś nieznajomą, z wielką plamą na bluzce.
- No, to jesteśmy wejdź i rozgość się.
-Ook.- Siadł przy barku i zaczął obserwować moje ruchy, dokładnie śledząc każdy gest.
Ha, w końcu jestem gotowa. Teraz od razu czułam się lepiej. Miałam na sobie obcisłe rurki, zwykłą bluzkę over size, długi sweterek bez rękawów i moje ulubione zabudowane obcasy. Rozpuściłam długie blond włosy, trochę się poprawiłam, a gdy nie patrzył, spojrzałam na jego twarz, była taka inna. Jego uśmiech, rysy, był, był po prostu Harrym Styles’em. Zobaczył mnie, zrobił ten swój zawadiacki uśmieszek i... O matko, jego zielone oczy, były, były takie kochane, jak u żadnego innego chłopca. Mówił coś do mnie, ale czułam, ze topie się w jego niewinnych ślepkach. To Harry Styles, to on jest u mnie w domu. Ok, dosyć tego wyszłam z łazienki i ruszyłam ku niemu. Stanęłam przed nim i nachyliłam się po klucze, po drugiej stronie barku. Chwyciłam je i ani się spostrzegłam, wylądował na wprost jego ust. I nagle.... Zaczął się przybliżać i całkiem łagodnie dotknął moich ust swoimi, zamknął oczy, złapał moją rękę i położył na swoich biodrach. Objął mnie mocniej i tym razem przyciągnął mnie do samego siebie. Klucze oczywiście wylądowały na podłodze. Spojrzał na mnie.
- To jak wychodzimy?
Co ja biedna oniemiała miałam powiedzieć, rzuciłam się na niego z powrotem.
-Ymm, tak teraz już możemy- powiedziałam ucieszona.


                                                     DRUGIEGO DNIA

Obudziłam się rano, i wspominałam sobie te piękne chwile z Harry’m i z uśmiechem na twarzy wstałam z łóżka. Po śniadaniu, wyszłam na chwilkę na dwór. I.. Tak jak się obawiałam przed moim mieszkaniem stało może z 5 fanek, ale na szczęście nie miały jakichś myśli morderczych, co to, to nie. Ale powiedziały mi jedną rzecz, która sprawiła, że straciłam ten niecodzienny uśmiech z twarzy. Harry był dziś w nocy u Caroline Flack, co lepsze wrócił od niej nad ranem. Stop, przestań, przecież to fanki, one zrobią wszystko, żeby Harry był wolny. Ok idę dalej, kupuję gazetę, a niemalże na pierwszej stronie widzę napis: "Harry wrócił do Caroline? " I wszystko stało się jasne. Jeden dzień i to wszytko, po prostu zabawił się kosztem młodej dziewczyny i tyle. Oczy mi się zaszkliły, uciekłam z drogi i wróciłam do domu. Stanęłam przy barku i usłyszałam telefon . To Harry. Odebrałam.
- Przepraszam, ale nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Było i się skończyło.- Próbowałam mówić nie zapłakanym głosem.
- Gabi co się stało, zaczekaj proszę. - Mówił dalej. Ale nie, rozłączyłam się.
Siadłam przed telewizorem, leciała akurat piosenka Adele.
- Akurat!!!!- i zmieniłam kanał
Znowu dzwoni telefon. Godzina 12:00 kolejny i tak do w pół do 1. Nie płakałabym gdyby nie to co powiedział mi wczoraj Harry: " Jesteś najsłodszą i najcudowniejszą dziewczyną. Kocham cię, nawet jeżeli poznałem w jeden dzień i praktycznie się nie znam, wiem, że cię kocham. Nigdy w nikim nie byłem tak zakochany. " po tych słowach, przytulił mnie bardzo mocno i spojrzał mi głęboko w oczy: " Naprawdę cię kocham". Zostaliśmy tak, aż do godziny 12 w nocy.

                                                          TYDZIEŃ PÓZNIEJ


Kolejna masa telefonów, ale tym razem nie od Harrego, to moja koleżanka. Ale, nagle... Głośne walenie w drzwi zepsuło mój nastrój żałości. To był on. Ten sam, przystojny dupek, który złamał serce pierwszej napotkanej dziewczynie.
- Proszę cię otwórz mi, wiem, że tam jesteś... - trwało to jakieś 15 minut.
Osunęłam się po drzwiach i czekałam, aż sobie pójdzie. Łzy leciały mi jak grochy, to był pierwszy chłopak, którego pokochał i z kim miałam ochotę spędzić całe życie. Był taki kochany. Obiecał, ze będzie przy mnie cały czas. I nigdy go nie stracę. A jednak... Pukanie ucichło. Przebrałam się, doprowadziła do porządku, próbowałam się jakoś ogarnąć, ale nic nie zamaskuje smutnej, zapłakanej twarzy. Wyszłam na zakup, ot tak na poprawę humoru. Otworzyłam drzwi, a przed nimi, znalazłam płatki roż ułożone w serce, a w nich : I wait for you. O to, to on umiał robić, ale tak czy tak, to było naprawdę słodkie. Tylko ciekawe jak się wytłumaczy...? Ubrana na luzie, zamknęłam drzwi i poszłam na zakupy. A przy sklepie, gdzie znalazłam tą złowieszczą gazetę, zobaczyłam grupkę ludzi. Było nowe wydanie : "Tajemniczy chłopak z domu Caroline to jednak nie Harry" . Nie wiedziałam co robić, niby się cieszyłam, ale co miałam zrobić, niedługo wyjadę, z powrotem do Polski, i wszystko się skończy to nie ma sensu, skinęłam głową i poszłam dalej, zatykając się kapturem. Stanęłam na przejściu i coś się stało, nie wiem co, może zakręciło mi się w głowie, nie wiem....


                                              KILKA GODZIN PÓŹNIEJ


Leże z Harry'm na plaży, a obok moja babcia, która uśmiecha się do Harrego i mówi mi na ucho: " Tak córciu, to ten jedyny, nie strać go". Harry pocałował mnie i nagle.... Coś zaczęło się dziać.... Ktoś chodzi po korytarzu, stukają buty, ktoś szepce po cichu. Boże, co się dzieje, czemu tak źle się czuje, oczy zachodzą mi mgła, widzę tylko rozmazane kolory. I słyszę jakiś ciepły zachrypnięty głos.
- Głuptasku?... - zaczęłam się rozglądać, po sali bo znałam ten głos.
Ha, rozszyfrowałam sytuacje, to był szpital, ja leżałam w szpitalu. Ale ten głos, wyciągnęłam rękę, ale nie poczułam nikogo. Reki nikt nie dotknął, ale moje usta tak. Ktoś całował je jak ktoś kiedyś, ktoś znajomy. Lekarz, który przyszedł, zaczął się śmiać i powiedział: I jak nasza królewna?
- Czy coś się stało ?- zapytałam, nie wiem czemu uśmiechając się, ale już wiem...Ta sama ręka, którą kiedyś trzymałam, mnie teraz trzyma i wcale nie puszcza ucisku.
- Nie już wszystko dobrze, po prostu zemdlałaś. Troszkę tu poleżałaś i jest dobrze.
Nagle... Usłyszałam taką miła fajną piosenkę. Aaa.... O kurde, tej piosenki, słuchaliśmy w samochodzie Harre’go, czyżby to był on. Przymrużyłam oczy, nie wyraźnie kontury, nagle zaczęły zanikać. Już wiem kto to. Nie ruszyłam się, a on patrzył mi w oczy tak jak kiedyś i śpiewał refren piosenki, Baby I will wait for you, jednak nie tak cicho, bo pielęgniarki przyglądały nam się zza uchylonych drzwi i chichotały. Harry złapał mnie za rękę, ucałował mnie i powiedział: "Nawet jeżeli mam na ciebie czekać całe życie, zrobię to", uśmiechnęłam się, i poczułam ciepło na moim ciele, i wilgoć na ustach. Pielęgniarki chichotały coraz głośniej, aż w końcu lekarz je wyprosił, ale co tam one, miałam moją miłość, dziękuję babciu. Piosenka leciała i leciała, a my trwaliśmy w tej pięknej chwili, cały czas nie odrywając od siebie ust. Ale w końcu udało mi się coś powiedzieć. Nie wiem czemu, ale łzy popłynęły mi po policzku.
- Już nie musisz na mnie czekać.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego